Jesień nadchodzi...

Dzisiejszy dzień dał się chyba we znaki, każdemu. Ponura aura za oknem, deszcz, nie nastrajały optymistycznie, wręcz przeciwnie. Każdy chodził, napięty, jak tykająca bomba, która wybuchnie nawet po krzywym spojrzeniu... 


Tyle czekaliśmy na lato, ciepło, słońce - a to już koniec i znowu zacznie się zakładanie tysiąca ubrań, przesiadywanie w domu , pod kocem - jak dobrze pójdzie i oczywiście Lu na to pozwoli. 


Ostatnie dni przynosiły same "upadki" (można tak powiedzieć), Lu daje w kość, tym bardziej, że pogoda nie jest typowo spacerowa, a w domu energią roznosi wszystko... 

Zmęczenie i "uziemienie" poszpitalne, zaczyna powoli sprowadzać, czarne myśli do głowy Ma:czy blog ma sens, czy ktoś to czyta, czy ja mam na to czas i siły...czy plany i postanowienia, za bardzo nie zaczynają się oddalać i nie zostaną zrealizowane...czy dam rade z tym wszystkim... i tak dalej, i tak dalej zwariować czasem idzie...



I tak łapiąc coraz gorszy i gorszy nastrój,( a dodam aktualnie nawet popłakać się nie da) Spojrzałam na tą moją rozczochraną Lu i co , jeden uśmiech, jedno tuli ,tuli - i wszystko odeszło w zapomnienie (no na jakiś czas na pewno). Teraz sobie jakoś dajemy rade (chociaż niektórzy mają odmienne zdanie), to i mam nadzieje, wierze w to, że dalej też jakoś to posklejamy w całość i się ułoży...A plany są, na razie w głowie, ale są i tak kiełkują, rosną i dojrzewają do momentu wypłynięcia na powierzchnie publiczną 

Myślę, że niedługo - za jakiś czas, uchylę rąbka tej "głowowej" twórczości. Oby tylko sił i wytrwałości starczyło, i oby negatywne fluidy i ludzie nas omijali szerokim łukiem !!!









Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jak masz ochotę pozostaw nam coś od siebie:)