Wymagania kontra życie




Wszędzie słyszymy, jak ktoś czegoś od nas wymaga. Mama, tata, mąż, siostra, szef, znajoma, pani w sklepie, pan ze szklanego ekranu czy wychylający się z porannej gazety...
Od małego uczy się nas, że jeśli będziemy spełniać te oczekiwania, to po prostu będzie dobrze i będziemy mieć "szczęśliwe" życie, ale czy na pewno...

Czy każdy wymóg pozostaje w zgodzie z nami samymi, czy wszystko nam odpowiada i czy na wszystko musimy się godzić, bo tak wypada???

Podobnie jest z macierzyństwem i dzieciństwem. To od nas wymaga się ciągłego karmienia piersią, a jak nie piersią to tylko ekologicznymi produktami, nie możemy się skrzywić, marudzić, bo przecież macierzyństwo to taki cudowny stan...

Nie możemy się poczuć gorzej, słabiej, odpuścić sobie, bo przecież żyjemy w świeci matek idealnych, z idealnymi domami, dziećmi partnerami.
Czy pogoń za czymś "nieosiągalnym" jest nam potrzebna, czy spełnianie wymogów innych , sprawia że wręcz czujemy wszechogarniające szczęście?
Chyba niekoniecznie...

Dlaczego ktoś ma prawo nam coś narzucać, a my musimy to robić, bo tak wypada? Wypada to dbać o siebie i swoją psychikę. Na siłę szczęścia i stanu idealnego się nie osiągnie. 
I pewnie wiesz o czym mówię, o tej ukrytej frustracji, kiedy uśmiechamy się do zlej gry...

A co z Naszymi dziećmi, przecież my też od nich ciągle czegoś wymagamy, nie bierz tego, zostaw to, siedź  cicho, nie marudź, nie płacz...
Ile razy zdarzyło się nam zaprzeczyć ich uczuciom, czy wręcz przeciwnie natrętnie się o nich zamartwiać. Co one czują wtedy??? to samo bunt, z brakiem zrozumienia, ponieważ sami jeszcze nie wiedzą, co czują. Często się tych odczuć boją, bo dopiero poznają życie, chcą je poznawać, a nie tylko spełniać oczekiwania innych...

Uczą się każdego dnia, jak ono wygląda, czy chcemy im przekazać, że polega tylko na spełnianiu oczekiwać, że musi się rozwijać zgodnie z tym, co przeczytamy w książkach, że już powinien siedzieć, chodzić, śpiewać, wiersze recytować ??? Czy na każdym kroku muszą odczuwać ograniczenia z naszej strony? I tylko czujnie odczytywać nasze znaki, by było dobrze. 

Przecież ten mały człowiek jest zdeterminowany i pełen pasji w poznawaniu, nie wręcz zdobywaniu świata. Chce trochę na własną rękę uczyć się go, a tu z każdej strony pojawiają się restrykcje… I co wtedy czuje … bezsilność… uczy się, że i tak niczego nie osiągnie, że to co czuje jest mniej ważne, bo ważniejsze są oczekiwania?


Na wszystko przyjdzie odpowiednia pora, a rozwój i życie WYMAGA, czasu i spokoju, zrozumienia i poczucia bezpieczeństwa.  Więc może skupmy się na nas samych, na naszych potrzebach, odczuciach, a wymagania innych ( często zbędne ) odłóżmy na boczny tor, przecież one zawsze będą, nie uciekną, a radość z życia, może nam przelecieć między palcami…



Share this:

, , , , , , ,

CONVERSATION

5 komentarze:

  1. Fajny tekst, pozwala zwolnić

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko się zgadza... Niestety często sami "programujemy" się na spełnianie tych wymagań i zapominamy, czego tak naprawdę chcemy od życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety, często ciężko się przestawić z takiego działania...

      Usuń
  3. Warto zwolnić i docenić to co się już ma :) Spojrzeć z innej strony, nie zmuszać dziecka do bycia "idealnym" :) My chodzimy do Teatru Małego Widza w Warszawie, potem na spacer i dopiero późnym popołudniem do domu. Cóż, odkurzanie poczeka, gary w zlewie też a dorastanie małej i razem spędzone chwile uciekają jak przez palce. Nie potrzebuję być idealna, mieć idealnego domu, partnera, dziecka. Cieszę się z tego co mam. A ten tekst pewnie pozwoli wielu mamom zwolnić obroty i przestać gonić za doskonałością :) Trochę się zagalopowałam, ale takie mi się nasunęły refleksje...

    OdpowiedzUsuń

Jak masz ochotę pozostaw nam coś od siebie:)