
In dziecko emocje więź wychowanie
Jak zniszczyć więź z dzieckiem? Proste zasady
Posted on wtorek, 31 stycznia 2017
Więź z dzieckiem, wszędzie się czyta, że to takie
ważne, że trzeba tyle dać z siebie, żeby chociaż namiastkę jej zbudować. Przeczytać
nieskończoną ilość poradników, wysłuchać wszystkich dobrych rad i może w końcu
uda nam się coś osiągnąć. A to i tak okaże się mało, bo jednego dnia będzie wszystko
dobrze, a drugiego te wszystkie dobre rady wezmą w łeb. Po co się tyle wysilać,
pewnie się zastanawiasz, przecież będzie jak będzie, nie będziemy wchodzić
sobie w drogę i wszystko się jakoś ułoży.
Przecież będę zawsze obok, a ono – dziecko niech robi sobie, co
chce. Po, co mam wyznaczać granice, po co się szarpać z
tłumaczeniem, mogę mieć problem z głowy i pozwalać na wszystko, przez co uniknę
płaczu, histerii, własnych nerwów, a dziecko jakoś się przyzwyczai, bo przecież
nas też nikt nie pilnował i jakoś żyjemy. Mówisz, że samo sobie nie poradzi, no
pewnie, że sobie poradzi, przecież ja też będę obok.
A jak już coś pójdzie nie tak, to wyślę do pokoju, po co mam się denerwować,
niech popłacze, samo się uspokoi, to i samo nauczy się hamować swoje
wybuchy złości. Oczywiście ja mogę się złościć, dziecko nie, jest za małe, a
poza tym na pewno nic nie zrozumie. A tak posiedzi sobie w pokoju, ja odpocznę,
ono się uspokoi i każdy będzie zadowolony.
Wspólna zabawa? Przecież ma tyle zabawek, to czego jeszcze chce…, no ok możemy się chwilę pobawić, ale
ja muszę mieć telefon przy sobie, bo czekam na ważną wiadomość, dziecku wystarczy,
że posiedzę obok, przecież nie muszę za każdym razem uczestniczyć w jego
wymyślonych zabawach. Zobaczy, że z nim siedzę i będzie zadowolone.
Obowiązki, hmm… tak będzie miał
dużo, ale teraz jest za małe, wolę samemu wszystko zrobić, bo zrobię to lepiej
i szybciej, przecież ile można czekać na założenie jednej skarpetki? Ja mu
teraz pomogę, zrobię za niego, a on kiedyś się w końcu nauczy, no przecież
jakoś musi.
Bliskość? Przytulanie, po co, to dla mięczaków, trzeba wychować dziecko, na twardziela w dzisiejszych czasach,
ma sobie wszędzie radzić samo, ale te całe emocje, to tylko zamęt wprowadzają,
nas jakoś nie uczyli, nie przytulali, zimny chów i proszę wyszło się na
człowieka. A jak płacze, to mam go jeszcze za to pochwalić? Popłacze i mu
przejdzie…
Pochwalić to ja mogę za dobrą ocenę, albo za coś naprawdę wyjątkowego, a nie za to jakie jest…
Przecież ciągle z nim są jakieś problemy… ciągle coś nie tak. Inne dzieci są
takie poukładane, a ten mój eh szkoda gadać…
Moje emocje, mam jeszcze mówić, co czuje, przecież to doskonale widać, jak się zdenerwuję, po co mam się
jeszcze przed dzieckiem tłumaczyć, niech się uczy, że dorosłych nie można
denerwować.
Kary, o tak kary są bardzo ważne, żeby wychować dziecko na prawdziwego człowieka, to dzięki nim
dziecko się uczy, jak należy się zachowywać i co jest w życiu najważniejsze. A
nagrody, hmm… czasem się pojawiają…
I jak Wam się podobają te zasady, w sumie proste i
tak naprawdę człowiek się przy tym wszystkim nie na męczy, a i tak dziecko
wyrośnie na „prawdziwego” człowieka, fakt może niedojrzałego emocjonalne, z
bardzo niskim poczuciem własnej wartości i trudnościami w budowaniu relacji z
innymi, ale w końcu jakoś da radę.
Jak zniszczyć więź z dzieckiem? Proste zasady
Mamailusia
10:16


Mamailusia
Psycholożka i pasjonatka macierzyństwa poprzez zabawę i obcowanie ze zwierzętami. Niespełniona dogoterapeutka, która wciąż czeka, no właśnie na Pana psa. Mama Lusi, z którą codziennie uczy się poznawać świat i odkrywać to, co w nim najlepsze. Najchętniej uciekłaby na wieś, by tam wieść sielankowe życie, choć z drugiej strony w miejscu usiedzieć nie potrafi, bo dusza trenera wciąż pcha ją do działania.
Zobacz również
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(
Atom
)
Może i niektórzy byli i są chowani według zimnego chowu, ale patrząc na moje dzieci, nie umiem się powstrzymać, by ich nie przytulić, nie pogłaskać czy nie powiedzieć miłego słowa! Choć starsza dwójka czasem usłyszy i reprymendę, ale tłumaczę im dlaczego ich teraz zbeształam! Co zaś tyczy się zabawy, to lubię się z nimi bawić i wygłupiać, choć starsza dwójka już woli sama ze sobą, no czasem mama czy tata są wciągnięci do gry planszowej wspólnej. Najwięcej jeszcze bawię się z najmłodszym, choć i ten woli czasem bawić się sam ze sobą, albo z braćmi :)
OdpowiedzUsuńZdecydowanie łatwiej iść na skróty :) Chociaż i nie zawsze da się poświęcić w stu procentach czas dziecku. Wszystko w nadmiarze szkodzi! Takie stuprocentowe zorganizowanie dziecku życia ogranicza mu je i na tym też nie zbuduje się więzi z dzieckiem. We wszystkim trzeba mieć umiar :)
OdpowiedzUsuńRodzielstwo to olbrzymia odpowiedzialność. bez dwóch zdań :)
OdpowiedzUsuńNiestety sporo rodziców"nieświadomie" tak wychowuje swoje dzieci. Dzis w żłobku mojej córki, jedna mama wczesnym rankiem krzyczała na dwulatke ze ta popłakuje. Na cala szatnie mowila: Taka duża i płacze, juz ja to znam, wymuszasz jak zwykle. Ta mala chciała sie tylko przytulic, bylo rano, dzieci zaspane. Smutne ale prawdziwe.
OdpowiedzUsuńJest taki ogrom rad jak wychować dziecko i tyle różnych szkół no to, że trudno się nie pogubić i znaleźć złoty środek czasem. Bo każdy mówi co innego i ma milion argumentów na swoją obronę...
OdpowiedzUsuńPrzykre to wszystko, mam nadzieję jednak, że coraz więcej rodziców będzie się starać aktywnie wychowywać swoje dzieci...
OdpowiedzUsuńWiolu, świetny tekst! To będzie prawdziwie zagubiony człowiek... Nic dodać, nic ująć.
OdpowiedzUsuń